Urodzeni w rodzinach katolickich, a przynajmniej w społeczeństwie ukształtowanym przez chrześcijaństwo, nie doceniamy, jaki zaszczyt i jakie szczęście nas spotkało. Często wmawia się nam, że obecna cywilizacja jest owocem ewolucji, która z zadziwiającym determinizmem wiedzie w kierunku polepszenia stosunków na ziemi. Ten optymistyczny przesąd, rodem z epoki oświecenia, wynika z błędnego założenia, że człowiek jest z natury dobry i gdy nikt mu nie przeszkadza, żyje i postępuje moralnie.
Zasługi Kościoła
Niestety, tak nie jest. Naturę ludzką mocno skaził grzech pierworodny. To, że nasza cywilizacja wyróżnia się spośród innych, to wynik wielowiekowej działalności Kościoła. Bez wytrwałej pracy kapłanów, która trwa już prawie dwa tysiące lat, nasz świat nie wyglądałby tak, jak wygląda. To Kościół przyczynił się do zniesienia niewolnictwa, otoczył opieką starych i chorych, stworzył uniwersytety, dał podstawy intelektualne pod rozwój techniki, promował pokój, zwalczał wojny niesprawiedliwe itd.
Niestety, nie brakuje ludzi uważających się za chrześcijan, a mimo to zafascynowanych elementami obcych religii. Szczególnie popularne są religie dalekowschodnie, a wśród nich hinduizm z reinkarnacją. Wiara w wędrówkę dusz zdaje się niektórym atrakcyjniejsza od chrześcijańskiej perspektywy jednego życia, rozliczanego skrupulatnie po śmierci przez Boga. Warto jednak zapoznać się z konsekwencjami, jakie wiążą się z oparciem funkcjonowania społeczeństwa na wierze w reinkarnację. A cóż ukaże nam to lepiej niż obserwacja wyznawców hinduizmu?
Bezdroża reinkarnacji
Posłużmy się tu doświadczeniami s. Michaeli Pawlik, dominikanki, która jeszcze przed wstąpieniem do zakonu spędziła wiele lat w Indiach, pomagając ludziom jako pielęgniarka. Szokujący jest przykład, jaki podała w wywiadzie udzielonym przed dwoma laty dziennikarzowi PCh24TV. Otóż, w pierwszym okresie posługi w Indiach zgłosił się do niej młody chłopiec, należący do najniższej hinduskiej kasty siudrów, czyli pariasów, z objawami skrętu jelit. Okazało się, że dolegliwość była następstwem zjedzenia kory i owoców, do czego popchnął go potworny głód. Wbrew pozorom młodzieniec nie był bezrobotny. Pracował na farmie i to u bogatego człowieka.
Poruszona wołającą o pomstę do Nieba krzywdą Michaela Pawlik udała się do skąpego pracodawcy, by w imieniu praw obowiązujących w Republice Indii upomnieć się o wynagrodzenie dla chłopca. Jej argumenty trafiły w próżnię. Spotkała się z totalnym niezrozumieniem. Farmer, przedstawiciel wysokiej kasty swami, odrzucając inspirowane wpływami Zachodu, czyli chrześcijaństwem, przepisy prawa państwowego, oświadczył, że darmowa praca na rzecz człowieka z wysokiej kasty jest przeznaczeniem siudry. A że może umrzeć z głodu? To dla niego nawet lepiej, bo wtedy szybciej urodzi się ponownie, niewątpliwie w wyższej kaście. Zasłuży sobie na to bezpłatną pracą dla swami. I tak z wcielenia na wcielenie, może w końcu dostąpić zjednoczenia z absolutem.
Co ważne, przedsiębiorca ów wcale nie zachowywał się jak degenerat. Wręcz przeciwnie, był to wykształcony, uprzejmy pan, którego obojętność na krzywdę ludzką ukształtowała nieszczęsna religia.
To bardzo wstrząsające świadectwo siostry Pawlik pozwala lepiej docenić dobrodziejstwo, jakie nas spotkało, że urodziliśmy się w świecie ukształtowanym przez chrześcijaństwo.
Prawda tylko w katolicyzmie
Powinniśmy jednak pamiętać, że skarbu powierzonego należy strzec. Historia ostatnich stu lat udowadnia, czym grozi zniekształcenie, a już na pewno odrzucenie nauki Pana Jezusa, głoszonej przez Kościół: komunizmem, hitleryzmem, faszyzmem – w wersji „hard”, a demoliberalizmem z aborcją, eutanazją, rozpadem rodzin i promocją wszelkich patologii moralnych w wersji „light”. Za jedną i drugą kryją się nieszczęścia jednostek.
Wystrzegajmy się więc błędów, choćby na pierwszy rzut oka wydawały się sympatyczne. Poza Kościołem nie tylko nie ma Zbawienia, ale nie ma także szczęścia doczesnego…